Judyta. Kobieta złamana żałobą

Biorąc do ręki Pismo Święte i zatrzymując wzrok na Księdze Judyty, Czytelnik będzie musiał wytrwale przedrzeć się przez opis sytuacji politycznej i zawirowania wojenne, aby w ósmym rozdziale odnaleźć tytułową bohaterkę. Czy będzie wytrwały? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że mój tekst zachęci Państwa, by sięgnąć po Biblię i wraz z Duchem Świętym, pod natchnieniem którego zostało spisane Słowo Boże, chłonąć to, co Bóg chce przekazać człowiekowi.

 

Sytuacja Narodu Wybranego jest nie do pozazdroszczenia. Holofernes, dowódca wojsk Nabuchodonozora, siłą przymusza kolejne narody, by poddały się imperatorowi i uznały go za boga (zob. Jdt 3,8). Jedynym narodem, który postanawia bronić swej niezależności, jest naród izraelski, a miejscem o strategicznym znaczeniu staje się Betulia, której mieszkańcy stawiali opór przez trzydzieści cztery dni. Jednak, gdy w mieście zaczyna brakować wody, mieszkańcy zaczynają słabnąć, a siły wroga zdają się przeważać szalę zwycięstwa na swoją stronę (zob. Jdt 7,22). Wtedy Ozjasz, przywódca oblężonego miasta, obiecuje, że odda je po pięciu dniach bezowocnej obrony (zob. Jdt 7,29nn). To nie jest dobra wiadomość…

Czterdzieści miesięcy samotności

A jak wygląda codzienność naszej bohaterki? Zanim i ją dosięgły zmartwienia związane z wojną i pogarszającą się sytuacją w mieście, Judyta straciła męża, który umarł na skutek udaru słonecznego podczas żniw. Od tamtej pory kobieta nosi żałobne szaty i pości.

– Noszenie żałoby jest świadectwem silnej miłości, z kolei szaty, które noszę jako wdowa, są znacznie skromniejsze niż codzienne ubrania izraelskich kobiet – opowiada Judyta.

– Mimo iż mąż zabezpieczył moją przyszłość zostawiając mi dom wraz z polami i niewolnikami, jego strata spowodowała w sercu pustkę, której bogactwo nie jest w stanie wypełnić. Bycie człowiekiem zamożnym w czasach, w których żyłam oznaczało Bożą nagrodę za dobre życie. I moje takie właśnie było, gdyż próżno szukać kogoś, kto powiedziałby o mnie choćby jedno złe słowo (zob. Jdt 8,8) – kontynuuje kobieta.

– Jednak gdy umarł mój mąż, którego kochałam i szanowałam, straciłam kawałek siebie. Nie muszę martwić się o to, co wydarzy się jutro, czy będę miała dach nad głową, a głód, który się pojawi, zostanie zaspokojony. Jednak nie ma przy mnie mężczyzny, do którego mogłabym się przytulić, porozmawiać z nim i poczuć się bezpiecznie. Sama nic nie znaczę w społeczeństwie, w którym żyję i w którym nie potrafię znaleźć dla siebie miejsca, czując się wyobcowana – wyznaje ze smutkiem.

– Nie wiem czy będę potrafiła normalnie funkcjonować, czy będę umiała dalej żyć, gdyż czuję się martwa nawet gdy jem, oddycham i poruszam się, wykonując najprostsze czynności. Wraz ze śmiercią Manassesa dalsze życie sprawia mi ból tak ogromny, że kurczę się w sobie i coraz bardziej zamykam się na to, co mnie otacza. Pytasz: ile może trwać taki stan? Nie wiem. Tego chyba nie wie nikt, nawet ci, którzy w swoim życiu doświadczyli straty kogoś bliskiego. Nieoceniona może okazać się pomoc innych osób, nawet jeśli nie będziemy potrafili o nią poprosić czy jej przyjąć. Jeśli jednak ją odrzucimy lub zignorujemy, zamkniemy się w skorupie, która będzie izolowała nas od świata, powodując powolną wewnętrzną śmierć – mówi z naciskiem w głosie Judyta.

– Powoli odsuwając się od życia, na dachu mego domu ustawiłam namiot, w którym spędzam czas na modlitwie. Rozmowa z Bogiem i umartwienia przynoszą ukojenie zbolałemu sercu. Moja żałoba trwa trzy lata i cztery miesiące (zob. Jdt 8,4). Według Ciebie to szmat czasu? No cóż, ja Cię nie oceniam, więc dlaczego Ty zachowujesz się tak wobec mnie? – pyta.

– Te lata były czasem, którego potrzebowało moje zranione śmiercią męża serce, by móc się zagoić. Z samotności, w którą się zapadałam, wyrywają mnie wieści o sytuacji w mieście, które chce się poddać. Wychodzę z namiotu i spoglądam na toczące się wokół Betulii walki. Zaczynam interesować się tym, co dzieje się wokół mnie, odrywając myśli od wewnętrznego bólu. Stoję wyprostowana, z wysoko uniesioną głową, co jest znakiem, że moja żałoba dobiega końca – opowiada Judyta.

– Jednak to jeszcze nie koniec. Postanawiam działać! Wiem, że muszę coś zrobić dla mieszkańców miasta, dla Jerozolimy, która jest ukochanym miastem Boga i dla samej siebie. Moja żałoba przechodzi do historii – kontynuuje kobieta.

Judyta jest kobietą nie tylko mądrą, bojącą się Boga i podążającą Jego drogami, lecz także piękną. Człowiek jest piękny, gdy ma świadomość, że został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, że jest Jego żywym obrazem. Piękna, które jest widoczne gołym okiem, nie można oddzielać od piękna duchowego. Stasi Eldredge pisze: „Pięknem kobiety jest przede wszystkim piękno duszy. I uwierz, jeśli je posiadamy, z niego korzystamy, je rozwijamy, stajemy się ładniejsze. Bardziej ponętne. Jak napisał poeta Gerard Manley Hopkins, „nasze ja rozświetla całą sylwetkę i twarz”. W naszym wyglądzie zaczyna się odbijać cała nasza natura. (…) Kobieta prawdziwie piękna proponuje innym wdzięk i przestrzeń do wzrastania. W jej obecności możemy… wdychać prawdę, że Bóg nas kocha i jest dobry, głęboki, uroczy, urzekający (…). Kobieta zaprasza nas do poznania serca Boga”.

– Jak wyglądało moje życie, kiedy podniosłam się z otchłani niemocy, w której znalazłam się po śmierci męża, dowiesz z kolejnej części tekstu. Do zobaczenia już wkrótce.

Anna Gładkowska
Któż jak Bóg 1/2024

Poleć znajomym
  • gplus
  • pinterest